Każda piosenka, którą piszę dla kogoś, zaczyna się tak samo. Od ciszy. Od czytania briefu po raz drugi, trzeci, czasem szósty. Od momentu, w którym nagle widzę przed oczami osobę, której nigdy nie spotkałem - i wiem, jaką melodię zasługuje usłyszeć.
Nazywam się Łukasz i robię coś, co z perspektywy niektórych ludzi jest dziwne. Piszę piosenki na zamówienie. Nie hity radiowe, nie reklamówki - tylko utwory dla konkretnych osób. Dla mamy, która kończy 50 lat. Dla narzeczonych, którzy zaraz powiedzą sobie "tak". Dla babci, której nie ma już z nami. Dla siedmiolatka kończącego przedszkole, dla dziadków świętujących pół wieku razem.
Powstało z tego coś, co nazwałem Twoja Melodia. I to jest historia jak to się zaczęło.
Skąd w ogóle wziął się pomysł na piosenki na zamówienie
Powiem szczerze - nie obudziłem się któregoś poranka z planem biznesowym. To nie była strategia. To był przypadek, który zmienił wszystko.
Lata temu napisałem piosenkę dla mojej dziewczyny na rocznicę. Siedziałem w pokoju, gitara, mała ramka mikrofonu, kilka zdań które chciałem powiedzieć ale nie umiałem powiedzieć tak po prostu. Włożyłem je w refren. Zamiast "kocham cię" wyszło coś o tym jak się śmieje kiedy myśli że nie patrzę. Coś o herbacie którą zostawia w kubku z napisem "drugie śniadanie". Drobiazgi.
Puściłem jej to z laptopa w kuchni. I się rozpłakała. Tak normalnie, beż żadnego efektu. Po prostu siedziała i jej leciały łzy.
Wtedy coś we mnie zaskoczyło. Bo nie chodziło o to że piosenka była świetna - była przeciętna, mówiąc szczerze. Chodziło o to że była jej. Że ktoś przez te trzy minuty mówił tylko o niej, jej wadach, jej przyzwyczajeniach, jej dziwnych rytuałach. Że ona istniała w piosence jako konkretna osoba, nie abstrakcja.
Pomyślałem wtedy: ile osób w życiu dostało coś takiego? Coś co istnieje tylko dla nich? Większość ludzi nie dostała nigdy.
Pierwsza piosenka dla kogoś obcego
Pierwszą piosenkę "na zamówienie" napisałem dla koleżanki ze studiów. Wpadła do mnie z prośbą - jej mama kończy 60 lat, nie wie co dać, słyszała że potrafię coś takiego, czy bym…
Bałem się tego strasznie. Jej mama nie była moją mamą. Nie znałem jej. Nie wiedziałem co lubi, czego się boi, jak się śmieje. Spytałem koleżankę o wszystko - opowiadała mi przez godzinę. Że mama wstaje o 5 rano. Że ma psa Pucka z którym gada częściej niż z dziadkiem. Że robi pierogi tak chude że się przepalają. Że płakała na ślubie syna ale nie chciała żeby ktokolwiek widział.
Napisałem piosenkę. Wyszła trochę nostalgiczna, trochę śmieszna. Z Puckiem w refrenie. Z pierogami w drugiej zwrotce.
Na urodzinach mama wysłuchała tego z głośnika w salonie. Cała rodzina patrzyła. Zaczęła płakać po pierwszych ośmiu sekundach, podobno. Kiedy doszło do "Pucka który zna cię lepiej niż my wszyscy" - już ryczała.
Koleżanka nagrała mi krótkie video. Mama powiedziała tylko jedno zdanie do kamery: "Czuję się jakbym była ważna." I to we mnie zostało. Bo właśnie o to chodzi.
Co odkryłem o ludziach przy okazji
Po jakimś czasie zacząłem dostawać kolejne prośby. Najpierw od znajomych znajomych, potem ktoś polecił komuś, potem ktoś jeszcze. Pisałem te piosenki po godzinach, czasem nocami, traktując to jako hobby. Aż w pewnym momencie zorientowałem się że zarabiam tym więcej niż na "normalnej" pracy. I że to robi mi większą frajdę niż cokolwiek innego co kiedykolwiek robiłem.
Ale ważniejsze było co innego. Zorientowałem się że ludzie potrzebują tego dużo bardziej niż się wydaje.
Żyjemy w czasach kiedy wszystko jest na zawołanie. Pizza w 30 minut, film w sekundę, tysiące piosenek w kieszeni. Prezenty kupujemy klikając. Dajemy bony do drogerii bo nie mamy pomysłu. Mamy WSZYSTKO i tak naprawdę nie mamy nic co byłoby dla kogoś.
Personalizowana piosenka jest dziwnym wyjątkiem od tego wszystkiego. Bo jej nie da się odsprzedać. Nie da się jej "kupić tańszej u kogoś innego". Ona istnieje raz, dla jednej osoby, i nie ma drugiej takiej. Każdy kto ją słyszy to wie. Słychać to po pierwszych słowach.
I ludzie - po prostu wszyscy - reagują tak samo. Płaczą. Nawet faceci, którzy się tego najbardziej boją. Nawet "twardziele". Nawet osoby które same prosiły żeby "tylko bez sentymentów".
Jak teraz pracuję
Twoja Melodia to dziś moja codzienność. Wstaję rano, czytam nowe briefy, zaczynam pisać. Każdy projekt to przede wszystkim rozmowa - czasem mailowa, czasem telefoniczna, czasem pół godziny na komunikatorze. Ja nie mogę napisać dobrej piosenki dla kogoś kogo nie czuję. Więc rozmawiam.
Pytam o rzeczy które normalnie się przemilcza. Nie tylko "co ona lubi". Pytam: jak się sprzeczacie? Co cię w niej kiedyś rozbawiło? Co ostatnio powiedziała co cię ujęło? Czego o niej nikt nie wie?
Bo dobra piosenka nie składa się z tego co świetne. Składa się z tego co prawdziwe. Najmocniej działają detale - kawa którą pije bez cukru ale dosypuje miodu, sposób w jaki gada do kota gdy myśli że nikt nie słyszy, ten konkretny dzień kiedy ktoś coś powiedział i to zostało na zawsze.
Potem siadam, gram, próbuję. Czasem trafiam za pierwszym razem. Czasem wyrzucam pięć wersji do kosza i zaczynam od nowa. Niektóre piosenki piszą się same w godzinę. Niektóre walczę z nimi tydzień. Ale każda - każda jedna - musi być taka żebym sam w nią uwierzył.
Dopiero potem wysyłam wersję demo do osoby która zamówiła. Bo ona zna swoją osobę lepiej niż ja. I jeśli coś jest nie tak - poprawiam. Tyle razy ile trzeba. Bez gadania. Jeśli chcesz zobaczyć jak wygląda cały proces krok po kroku, opisałem go tutaj na "Jak to działa".
Dlaczego to działa
Czasem mnie pytają "ale co takiego specjalnego ma piosenka, czego nie ma list, mowa, video?". Mam na to dwie odpowiedzi.
Pierwsza - krótka. Muzyka omija mózg. Idzie prosto pod skórę. Możesz sobie tłumaczyć że nie chcesz się wzruszyć, że to "tylko piosenka", że "i tak nic do mnie nie dociera" - i nic z tego. Refren wejdzie i ci zostanie. Słowa będziesz pamiętać za pół roku, gdy nie będziesz pamiętać co dziś jadłeś na obiad.
Druga jest dłuższa. Piosenki personalizowane łamią pewną zasadę. Bo my wszyscy żyjemy w przekonaniu że "ja nie jestem ważny dla nikogo aż tak". Że jesteśmy zwykli, że nikomu się nie chce o nas naprawdę pomyśleć. Większość ludzi nie pamięta nawet swoich własnych urodzin po pewnym wieku. Czują się jak tło.
I nagle dostają trzy minuty muzyki w której są oni. Z imieniem. Z historią. Z tym co o nich wiadomo. Ktoś poświęcił czas, pieniądze, energię - żeby to zrobić tylko dla nich. To rozwala wewnętrzny mur który większość ludzi buduje całe życie. Stąd te łzy. To nie jest sentyment. To jest moment w którym ktoś po raz pierwszy od dawna czuje się ważny.
I to jest mój zawód. Daję ludziom to uczucie. Robię to świadomie, profesjonalnie, codziennie. I mam wrażenie że to jest jedna z lepszych rzeczy jakie mogę dać światu w tej chwili.
Zaproszenie
Jeśli przeczytałeś to do końca - dzięki, naprawdę. Wiem że nie każdy czyta blogi. Wiem że nie każdy szuka czegoś takiego. Ale jeśli kiedykolwiek myślałeś o tym żeby zrobić komuś coś naprawdę osobistego - kogoś bliskiego, rodzica, partnera, dziecko, dziadka - dam Ci jedną radę.
Nie czekaj na okrągłą rocznicę. Najpiękniejsze prezenty dostaje się w byle środę. Bo wtedy nikt się nie spodziewa. Bo wtedy nie ma ramy "okazja", tylko czysta bezinteresowność. I to działa najmocniej.
A jeśli czujesz że nie potrafisz tego ułożyć w słowa, że nie wiesz od czego zacząć - to nic. Po to jestem ja. Wystarczy że odpowiesz na kilka pytań a resztę wezmę na siebie. Poskładam to. Wytniesz mi co Ci się nie spodoba, dorzucisz co chcesz dorzucić, a na koniec dostaniesz piosenkę która będzie istnieć tylko dla tej jednej osoby.
Możesz zerknąć na pakiety i cennik żeby zobaczyć co i za ile. Albo po prostu napisz do mnie - powiem czy się da, ile czasu zajmie, jak to ułożymy.
Życzę Ci żebyś znalazł komuś dobrą piosenkę. Albo żebyś sam dostał taką, która Cię rozbroi.
Łukasz, Twoja Melodia
